Jak rozsądnie zaplanować wakacyjny budżet?

Im cieplej robi się za oknem, im bliżej są wakacje, tym częściej zaczynamy zastanawiać się nad wyjazdem w celach wypoczynkowych. Nasze myśli pędzą w prędkością światła w stronę ukochanych miejsc wakacyjnych – góry, morze, jeziora, a może dalekie, egzotyczne kraje… Marzyć możemy zawsze i wszędzie, bo to nas nic nie kosztuje.

Nieco gorzej, gdy zamierzamy owe marzenia urzeczywistnić i okazuje się, że nie dysponujemy wystarczającymi środkami finansowymi. Tego rodzaju sytuacji jak najbardziej da się uniknąć, jeśli zawczasu rozsądnie zaplanujemy wakacyjny budżet. Jak, kiedy i na czym oszczędzać, aby osiągnąć zamierzony cel? Czy zarządzanie budżetem jest zadaniem trudnym i wymagającym mnóstwa wyrzeczeń? Sprawdźmy już teraz!

Zarządzanie domowym budżetem – podstawowe zasady

Miało być co prawda o budżecie typowo wakacyjnym, ale na początek przyjrzyjmy się temu, jak na co dzień zarządzamy swoim domowym budżetem i czy robimy to w sposób właściwy, bo dokładnie te same zasady dotyczą gospodarowania środkami na inne cele niż opłaty za czynsz, jedzenie i inne codzienne wydatki.

Jeśli świadome, skrupulatne zarządzanie budżetem jest nam obce, zanim zaczniemy realnie oszczędzać i trzymać finanse w ryzach, musimy dokładnie przeanalizować naszą bieżącą sytuację. Dzięki temu odkryjemy, co pochłania lwią część naszego wynagrodzenia i na co wydajemy za dużo pieniędzy. Ustalenie podstawowych faktów pozwoli nam zlokalizować problem i podjąć z nim skuteczną walkę.

Jak analizować? Musimy obliczyć wysokość zmiennych oraz stałych wydatków i zestawić je z naszymi przychodami. W teorii wydaje się to bardzo proste. Jak jest w praktyce? Tak na dobrą sprawę, też nie powinno nastręczyć kłopotów, choć musimy wykazać przynajmniej minimum zaangażowania i konsekwencji.

Po pierwsze obliczamy nasze miesięczne przychody – możemy to zrobić przy pomocy telefonu, programu komputerowego czy bardziej tradycyjnie, wykorzystując kartkę i długopis. Wpisujemy jedynie stałe przychody. Wszelkiego rodzaju premie czy środki pochodzące z jednorazowych zleceń to ekstra dodatki, które mogą podreperować budżet, ale nie są stałe – nigdy nie wiemy, czy wystąpią w kolejnym miesiącu, i jeśli tak, nie znamy ich wysokości.

Kolejnym krokiem jest obliczenie wydatków. Zacznijmy od tych stałych, jak opłata za czynsz, prąd, wodę, telefon, ewentualne raty kredytów, bo z tym szybko się uporamy. Najwięcej czasu i skupienia musimy poświęcić obliczeniu wydatków zmiennych, czyli takich jak na przykład na żywność, odzież, środki czystości, szeroko pojęta rozrywka i rekreacja (m.in. wyjścia do kina czy teatru, kawa na mieście, obiad w restauracji, basen, fryzjer, kosmetyczka, itp.).

Jak to zrobić? Najlepiej kompletować wszelkie paragony i zapisywać wydatki w notesie, aby końcem miesiąca móc zrobić podsumowanie. Jeżeli w przeważającej większości przypadków regulujemy opłaty za pomocą karty i poprzez przelewy, możemy sprawdzić historię na naszym indywidualnym koncie bankowym.

Gdy nie mamy możliwości sprawdzić wydatków co do złotówki, bo dopiero zaczynamy przygodę z zarządzaniem budżetem, starajmy się przypomnieć sobie, kiedy i na co wydawaliśmy pieniądze, aby choć w przybliżeniu określić ostateczną kwotę. Warto poświęcić chwilę i szczegółowo wypisać wszystkie rozchody.

To da nam bardzo jasny i przejrzysty obraz. Zobaczymy wówczas, ile zarabiamy, ile i na co wydajemy, jaka kwota zostaje nam do dyspozycji po odjęciu rozchodów od przychodów (to właśnie ta kwota, którą możemy np. odłożyć). A co najważniejsze, uświadomimy sobie, z zakupu jakich usług i produktów możemy zrezygnować (względnie ograniczyć wydatki na dane cele), aby zaoszczędzić.

Jeśli natomiast po podsumowaniu okazuje się, że nie tylko nic nam nie zostaje, ale wręcz wydajemy więcej niż zarabiamy, to wyraźny sygnał do tego, aby czym prędzej poczynić znaczące zmiany. Kiedy już uda się nam wyjść na plus, musimy ustalić, co zrobimy z wolnymi środkami. Zapewne większość osób od razu stwierdzi teraz, że jest to kwota, którą można odkładać na określony cel, np. na wakacje, na nowy samochód, budowę domu, itp. Nie do końca.

Poza budżetem wakacyjnym, samochodowym czy jeszcze innym, powinniśmy w pierwszej kolejności uwzględnić budżet na tak zwaną „czarną godzinę”. Po odkładane w jego ramach pieniądze powinniśmy sięgać wyłącznie w sytuacjach kryzysowych, takich jak np. konieczność zakupu leków, naprawy lodówki czy opłacenia raty kredytu, jeśli z różnych powodów zabraknie nam na uregulowanie owej raty z bieżących środków.

Zarządzanie domowym budżetem, w tym także budżetem wakacyjnym i innym, wcale nie musi być męczące i wymagające. Musimy tylko wyrobić w sobie nawyk świadomego wydawania zarobionych środków. Nigdy nie wydawajmy pieniędzy w emocjach, pod wpływem chwili, ale zawsze na chłodno rozważmy za i przeciw danej inwestycji.

Oszczędzanie nie musi wiązać się z mnóstwem wyrzeczeń!

Oszczędzanie zdecydowanie nie ma dobrej opinii, bowiem większości z nas kojarzy się z samymi wyrzeczeniami i niemalże udręką. Wiele osób twierdzi, że woli żyć chwilą i czerpać przyjemność z wydawania wynagrodzenia, bo jest to lepsze, niż oglądanie każdej złotówki i odmawianie sobie wszystkiego.

Osoby owe zapewne nawet nie próbowały oszczędzać lub robiły to w sposób niewłaściwy. Skąd taki wniosek? Otóż stąd, że rozsądne planowanie budżetu jest całkiem przyjemne i daje całe mnóstwo satysfakcji, kiedy tylko dostrzegamy jego pierwsze efekty! To one motywują nas do kolejnych starań i uzyskiwana coraz lepszych rezultatów.

Rozważne planowanie domowego budżetu pozwala na gromadzenie oszczędności w sposób niemal niezauważalny i nieodczuwalny przez nas. Jak i na czym możemy oszczędzać, aby nie poddać się wrażeniu, że coś poświęcamy?

Doskonałym polem do pierwszych eksperymentów są… zakupy. Zdecydowana większość z nas kupuje znacznie więcej, niż jest to rzeczywiście konieczne. W konsekwencji wiele produktów psuje się lub traci ważność i w konsekwencji… ląduje w koszu.

W tym miejscu powinniśmy sobie uświadomić, że wyrzucając spleśniały chleb czy przeterminowany makaron, tak naprawdę wyrzucamy nasze pieniądze. Aby uniknąć tego problemu, wystarczy odpowiednio przygotować się do wyjścia na zakupy.

Po pierwsze lista. Nie wpisujmy jednak kolejnych punktów na chybił trafił, ale zajrzyjmy do szafek i lodówki, by ustalić, czego naprawdę potrzebujemy. Po drugie nigdy nie wychodźmy z domu głodni. Dlaczego? Z tej prostej przyczyny, że wówczas wszelkie produkty żywnościowe wydają się nam o wiele bardziej atrakcyjne. Pokusa ich zakupu, choć tak na dobrą sprawę nie są nam niezbędne, jest zdecydowanie silniejsza i koniec końców możemy jej ulec.

Uważajmy też na różnego rodzaju promocje i tańsze zamienniki. Jeśli coś jest objęte promocją „2 w cenie 1”, dokładnie sprawdźmy, czy produkt nie jest uszkodzony i czy przypadkiem nie kończy się data ważności. Tańsze zamienniki – wiele osób upatruje w nich prawdziwą okazję i sposób na poczynienie sporych oszczędności. Niestety nie zawsze.

Oczywiście nie można generalizować, bo wiele stosunkowo tanich artykułów cechuje się wysoką jakością. Niemniej są i takie, których jakoś pozostawia wiele do życzenia. Sztandarowym przykładem jest chociażby płyn do naczyń. Co z tego, że jest o połowę tańszy od tego, którego używaliśmy do tej pory, jeśli musimy zużyć go znacznie więcej, aby umyć tę samą ilość naczyń? W ostatecznym rozrachunku może się okazać, że zużyliśmy np. 2 opakowania taniego płynu za 5 zł (razem 10 zł), podczas gdy na tę samą ilość myć z powodzeniem wystarczy nam jeden droższy (np. za 8-9 zł).

Następnie przyjrzyjmy się wydatkom zarezerwowanym na rozrywkę i przyjemności. Codzienna kawa na mieście, częste jadanie w restauracjach i wypady z przyjaciółmi do kina czy pubu. Od razu postawmy sprawę jasno – nie musimy z tego wszystkiego rezygnować, bo to przecież oznaczałoby wyrzeczenia i gorsze samopoczucie.

Możemy natomiast ograniczyć pewne wydatki. Jeśli każdego dnia w pracy kupujemy kawę w ulubionej kawiarni, ograniczmy się np. do zakupu kawy co drugi dzień. W pozostałych dniach przygotowujmy sobie kawę w domu i zabierajmy ją ze sobą w termosie czy kubku termicznym. Zróbmy eksperyment – nie kupujmy kawy przez tydzień i oceńmy po tym czasie, czy rzeczywiście jest to coś, bez czego nie możemy żyć. Sporo zaoszczędzimy, a efekty eksperymentu dadzą nam do myślenia.

Naprawdę nie jest to wielkie wyrzeczenie, a grosz do grosza… Szybko zobaczymy, że to się opłaca! Nie musimy też rezygnować z wyjść z rodziną czy przyjaciółmi. Spróbujmy jednak zorganizować takie rozrywki, które nie wiążą się z wydawaniem gotówki lub przynajmniej z wydawaniem jej w mniejszym stopniu niż dotychczas.

Budżet wakacyjny – co zrobić, by w ogóle… istniał?

Przede wszystkim przeanalizujmy sytuację i wprowadźmy w życie wyżej opisane zasady. Pamiętajmy o tym, że warto odkładać każdą „wolną” złotówkę, która na daną chwilę wcale nie jest nam potrzebna. Ze śmiesznie małych sum naprawdę szybko robią się te całkiem imponujące.

Zróbmy kolejny, mały eksperyment. Obliczmy, ile jesteśmy w stanie odłożyć przez rok, począwszy od powrotu z wakacji do kolejnego urlopu. I tak, jeśli będziemy regularnie odkładać na przykład po zaledwie 50 zł miesięcznie, na dzień wyjazdu do dyspozycji będziemy mieli wolne 600 zł.

Gdyby tak odkładać 100 zł miesięcznie (co jest jak najbardziej realne, jeśli właściwie planujemy budżet domowy), mamy ekstra 1200 zł. Analogicznie, mnożąc 150 zł razy 12, zyskujemy wolne środki na wakacje w wysokości aż 1800 zł! Dane te doprawdy robią wrażenie.

Oczywiście istotne jest, ile pieniędzy realnie potrzebujemy na wyjazd, a to uzależnione będzie już od naszych indywidualnych preferencji urlopowych. Zanim więc zaczniemy odkładać, dobrze przemyślmy, ile wydawaliśmy na wczasy w ostatnich latach.

Na tej podstawie możemy określić, jaką kwotę powinniśmy miesięcznie zabezpieczyć, by była wystarczająca. W zestawieniu uwzględnijmy  przewidywane koszty dojazdu, noclegu i płatnych atrakcji, z których zamierzamy korzystać. Perspektywa wyjazdu wakacyjnego, którego koszty w całości pokryjemy z własnych oszczędności jest kusząca. W ten sposób bowiem nie zaburzymy naszej płynności finansowej.

Wakacje finansowane z pożyczki – czy to dobry pomysł?

Nie da się ukryć, że sytuacją wymarzoną jest ta opisana powyżej, kiedy to fundujemy sobie wyjazd z własnych pieniędzy, i to pieniędzy, które nie są i nigdy nie były przeznaczone na bieżące potrzeby. Jeśli jednak rzeczywistość w naszym przypadku wygląda inaczej, bo dopiero teraz zakiełkowała w nas myśl o oszczędzaniu oraz okiełznaniu domowego budżetu, a urlop zbliża się wielkimi krokami, szybka pożyczka na wakacje może okazać się dobrym rozwiązaniem.

Pamiętajmy o tym, że pożyczka pożyczce nierówna. Możemy trafić zarówno na bardzo atrakcyjną ofertę, jak i tę, która będzie nas wiele kosztować. Na szczęście wybór obecnie jest ogromny i z racji sporej, wciąż rosnącej konkurencji firmy pożyczkowe wprost prześcigają się w pomysłach na to, jak uatrakcyjnić swoje produkty finansowe, aby przyciągnąć nowych klientów i zatrzymać na dłużej tych, którzy już korzystali z ich usług.

Efektem są między innymi szybkie pożyczki, za które… nie zapłacimy nic! Jak to możliwe? Pierwsza darmowa pożyczka to oferta kierowana do nowych klientów. W praktyce oddajemy dokładnie tyle, ile pożyczyliśmy. Jeśli dokładnie przyjrzeliśmy się finansom i wiemy, że bez trudu spłacimy pożyczkę w terminie, warto skorzystać z takiej propozycji!

Jeszcze do niedawna pożyczkodawcy wychodzili do klientów wyłącznie z pożyczkami krótkoterminowymi, które należało spłacić najczęściej w ciągu 30 dni. W tej chwili jednak możemy znaleźć także oferty pożyczek na dłuższy czas, np. 45 lub nawet 65 dni (w tym pożyczki darmowe).

Co więcej, na rynku pożyczek pozabankowych pojawiają się takie produkty jak pożyczki na raty. Formą spłaty nie różnią się od kredytów bankowych, natomiast z racji ograniczonych formalności możemy uzyskać je znacznie szybciej.

Dodano: 18.07.2017
Dodaj komentarz
Wyślij
Wyślij